Kompromis budżetowy Unii Europejskiej – światełko na końcu ciemnego tunelu



Polityczne znaczenie kompromisu w sprawie budżetu UE na lata 2007-2013 jest trudne do przecenienia. Po odrzuceniu Traktatu Konstytucyjnego w Holandii i Francji oraz nieudanej próbie ożywienia projektu reform gospodarczych zawartych w Strategii Lizbońskiej fiasko brukselskich rozmów mogłoby doprowadzić do nasilenia spekulacji o powolnym rozpadzie UE.

Uczestnicy szczytu w Brukseli byli obciążeni zbyt wielkim bagażem historii, by nadać nowy kształt budżetowi umożliwiając jednocześnie sprostanie strategicznym celom w zakresie reform gospodarczych, innowacyjności, spójności społecznej i zrównoważonego rozwoju obszaru europejskiego. Taki budżet powinien odpowiadać priorytetom innego rodzaju niż te które w rzeczywistości zostały sformułowane. Powiększający się dystans pomiędzy UE a jej globalnymi konkurentami powinien skłonić Europę do zwiększenia wydatków na badania i rozwój, zaopatrzenie w energię oraz mówiąc ogólnie, wiedzę ekonomiczną. Takie założenie wymaga oczywiście budżetu większego niż ustalony na 862,3 mld Euro, co stanowi 1,045% całościowego produktu UE. Taki wynik rozmów plasuje się znacznie poniżej oczekiwań Komisji Europejskiej i Parlamentu Europejskiego, a poza tym nie jest w stanie sprostać wyżej wymienionym celom.

Po trudach negocjacji pomiędzy nową kanclerz Niemiec Angelą Merkel, francuskim prezydentem Jacques Chiraciem, luksemburskim premierem Jean Claude Junckerem, austriackim kanclerzem Wolfgangiem Schlusselem oraz brytyjskim premierem Tonym Blairem udało się nakłonić Wielką Brytanię do redukcji tzw. rabatu brytyjskiego, czyli ulgi we wpłatach Londynu do unijnej kasy. Oznacza to ustępstwo Anglików o kolejne 2 mld Euro i kłopotliwą pozycję premiera w kraju ogarniętym medialną obsesją na punkcie UE, eurosceptyczną opozycję konserwatywną, do której dołączają krytyczne głosy z jego rodzimej partii. Blair nie jest jednak pozbawiony argumentów, ponieważ wyrzeczenie Wielkiej Brytanii wzmocni pomoc dla środkowo-wschodnich państw europejskich w zakresie integracji ekonomicznej, a nie zasili wydatków na Wspólną Politykę Rolną.


Nadchodzą istotne zmiany

Za tymi uzgodnieniami i rozmowami ukrywa się pewien trend w reformowaniu budżetu Unii. W 2008 roku Chirac nie będzie już prezydentem Francji, a Tony’ego Blaira zastąpi prawdopodobnie Gordon Brown, Berlusconiego – Romano Prodi. Francuskie ugrupowania różnych opcji politycznych zgadzają się co do konieczności przeprowadzenia chirurgicznych zmian w strukturze budżetu, polegających na przesunięciu akcentu ze wsparcia rolnictwa na rzecz wzrostu gospodarczego i innowacyjności.

Inicjatywa zaproponowania skali reform budżetowych przypada Komisji, która będzie mogła również zaoferować od dawna potrzebne zmiany w anachronicznym sposobie gromadzenia dochodów UE. Podatek przeznaczony na Unię powinien być bardziej transparentny i zrozumiały dla obywateli.

Nowe państwa członkowskie otrzymają mniej z budżetu niż miały to obiecane w czasie prezydencji Luksemburskiej, a ich zgoda zostanie okupiona dodatkowymi programami pomocy. Ważniejszym elementem pozostaje jednak złagodzenie warunków dla ubiegających się o dotacje unijne.

Jedyną przeszkodą do pokonania, aby móc wprowadzić ustalenia budżetu w życie, pozostała zgoda Parlamentu Europejskiego. Mimo szerokiej krytyki prawdopodobnie zostanie on zaakceptowany, ponieważ europarlamentarzyści będą chcieli uniknąć odpowiedzialności za kolejny kryzys w Unii.

Na końcu budżetowego maratonu wycieńczeni liderzy państw członkowskich obdzielali się nawzajem pochwałami. Prezydent Chirac pochwalił bolesne dla Londynu ustępstwo w sprawie rabatu, a Kazimierz Marcinkiewicz, który do końca naciskał na dalsze ustępstwa Wielkiej Brytanii, zadeklarował, że pieniądze w pełni zostaną wykorzystane przez Polskę i przysłużą się gospodarczemu doścignięciu bogatych państw Unii. Premier Polski zauważył i docenił także „kluczową” rolę Francji, bez której „nie byłoby nas tam, gdzie teraz jesteśmy”. Taka obserwacja musiała wywołać lekki dreszczyk w brytyjskim obozie, który w Europie Środkowo-Wschodniej, a zwłaszcza w Polakach, upatrywał ideologicznych sprzymierzeńców we wspieraniu transatlantyckiej i neoliberalnej orientacji politycznej.


Powrót Niemiec na europejską wokandę

Ostatnie wydarzenia pokazały, że nowy koalicyjny rząd niemiecki wysoko ceni partnerstwo franko-niemieckie, a także współpracę z innymi optymistycznie nastawionymi do integracji państwami. Już teraz wysyła sygnały, że Berlin przygotowuje się do tego, co będzie kluczowe w czasie prezydencji w pierwszej połowie 2007 roku. Wspólnie z Paryżem i pozostałymi sympatyzującymi stolicami zastanawiają się, jak skorzystać na otworzeniu sprawy traktatu konstytucyjnego po wyborach prezydenckich we Francji wiosną 2007 roku. Szczególne znaczenie ma fakt, iż na czele rządu stoi kobieta pochodząca ze wschodniej części Niemiec, a zatem nie obciążona erozją Europejskiego kompromisu, która dotknęła państwa starej piętnastki.

Generalnie, oczekuje się, że Konwent nad Przyszłością Europy (złożony z narodowych i europejskich parlamentarzystów) zostanie ponownie zwołany w celu odpowiedzi na pytanie: czy traktat powinien pozostać nietknięty czy raczej zrekonstruowany tak, aby cele integracji stały się bliższe obywatelowi. Pokładane są nadzieje, iż uda się ratyfikować uzgodniony traktat do czasu wyborów europarlamentarnych w czerwcu 2009 roku.

Brukselski szczyt przyniósł również rozwiązania w innych kwestiach, jak przyznanie Macedonii statusu kandydata, jednak bez wskazywania daty rozpoczęcia negocjacji akcesyjnych. Końcowa deklaracja Komisji Europejskiej zawierała nowe oświadczenia w sprawie polityki wobec Iranu, Środkowego Wschodu, terroryzmu, Iraku, Afryki czy obszaru śródziemnomorskiego. Jednakże nie podjęto najpilniejszych do rozstrzygnięcia tematów jak wskazanie chociażby granicy na wschodzie, do której Unia może się rozszerzać oraz jaki rodzaj relacji powinien być budowany z tymi państwami, które nigdy nie staną się pełnoprawnymi członkami Wspólnoty.


Postscriptum

W wigilię mojego przejścia na emeryturę jako Dyrektora Politycznego EPC pozostawiam Wam niektóre ogólne uwagi na temat dalszej ewolucji Unii Europejskiej.

Unia wciąż tkwi w kryzysie przemiany. Jednym z aspektów owego kryzysu jest przejście do gospodarki opartej na wiedzy w dobie wzmożonej globalnej konkurencji. Pojawiają się oznaki odradzania się unijnej gospodarki, a także gotowość do stworzenia wspólnej strategii modernizacji z zachowaniem europejskich wartości spójności i solidarności. W szerokiej perspektywie ów kryzys jest ubocznym produktem niezwykłego sukcesu unifikacji Europy oraz eksplozji kompetencji w nowych dziedzinach przekazanych przez państwa członkowskie Unii.

Dynamika dalszej integracji będzie w mniejszym stopniu uwarunkowana wewnętrznymi czynnikami, ale za to wzrośnie znaczenie i rola Europy w świecie wzajemnych zależności. Oznacza to potrzebę wzmocnienia wspólnej polityki zagranicznej i bezpieczeństwa, co pociąga za sobą konieczność podjęcia walki o traktat konstytucyjny.

Przyczyną marazmu, w jaki popadła Europa kilka lat temu, jest poszerzająca się przepaść pomiędzy rozumieniem projektu integracji przez instytucje UE a obywateli. Przezwyciężenie tego problemu wymaga czegoś więcej niż poprawy technik komunikacyjnych. Dopiero powrót do oryginalnego znaczenia demokratycznego wyboru, poprzez który wyborcy wpływają na kształt Unii, spowoduje zaangażowanie obywateli i wyeliminowanie nacjonalistycznego populizmu.



(John Palmer dołączył do Zarządu EPC w Nowym Roku. Został również mianowany przewodniczącym EPC Politycznego Programu Europy.)

Strona główna
2006-01-06