Europejska Opowieść - kształt polityki zagranicznej UE



European Policy Center zorganizowało dyskusję dotyczącą raportu „Komunikacja Europy ze światem: jaka wspólna polityka zagraniczna UE?”. Dokument został zaprezentowany przez jego autora Dov Lyncha z Europejskiego Instytutu Studiów nad Bezpieczeństwem w Paryżu. Uczestnikami spotkania byli: Cristina Gallach, Graham Avery, Kalypso Nicolaidis, Graham Bowley oraz Antonio Missiroli w charakterze moderatora dyskusji.

Unia Europejska ma niezmiernie ciekawą historię do opowiedzenia, ale nie radzi sobie z jej wyartykułowaniem. Jest to główny wniosek grupy osób zaangażowanych w prace EPC nad procesem komunikacji Europy z resztą świata. Jaką politykę zewnętrzną powinna zatem prowadzić Unia Europejska? Prelegenci zgodzili się, że dyplomacja posiada środki, których wykorzystanie może naprawić tę sytuację. Niemniej jednak w dyskusji wystąpiły różnice zdań dotyczące priorytetów, jakie powinny być nadane w kwestiach wspólnej polityki zagranicznej. Do rozdźwięku wśród dyskutantów doszło na tle wewnętrznych problemów Unii, a także z powodu odmiennej oceny dotychczasowej efektywności prowadzonych inicjatyw w tej dziedzinie.

Spotkanie otworzył Antonio Missiroli zwracając uwagę na fakt, że do tej pory dużo powiedziano na temat komunikacji UE z jej obywatelami, pomijając jednocześnie komunikację ze światem zewnętrznym.

Dov Lynch postawił jednoznacznie brzmiącą tezę, według której UE zawiodła w klarownym zdefiniowaniu swojego przesłania. „Stany Zjednoczone przedstawiły ofertę, której nie można odrzucić, natomiast Unia Europejska taką, której nikt nie rozumie.” W tym kontekście podkreślił wagę wspólnej dyplomacji jako miękkiej siły, zdolnej do nakłonienia innych stron do własnych poglądów. W tym celu trzeba jednak posiadać wiedzę dotyczącą nie tylko tego, jak postrzegana jest dana organizacja, ale także nauczyć się manipulacji jej wizerunkiem. Działanie tego typu zasadniczo różni się od propagandy, czy projektowania strategii informacyjnej nakierowanej na zagranicę.

Sposób kształtowania się współczesnych stosunków międzynarodowych wymaga od każdego podmiotu zaangażowania. Dowiodły tego ostatnie ataki terrorystyczne w Europie z powodu których, UE nie miała innego wyjścia niż zaangażowanie w sprawy światowe. Europa może opowiedzieć światu także ujmującą historię jej hojnej pomocy i wsparcia dla organizacji regionalnych oraz szerokiej działalności o multilateralnym charakterze. Niestety wiele gestów politycznych pozostaje niezauważonymi. Może o tym świadczyć wypowiedź jednego z lokalnych liderów obszaru południowego Kaukazu, który nazwał działania UE – „mitycznymi” - w sytuacji, gdy ta dostarczyła pomocy jego regionowi o wartości 1 miliarda Euro.

Błąd Unii, w opinii Lyncha, polega na lekceważeniu długoterminowego budowania wzajemnych relacji oraz własnego wizerunku w zróżnicowanym środowisku międzynarodowym. Dotychczasowe działania dyplomacji przypominają raczej katalog działań podejmowanych ad hoc, co może wynikać z fragmentarycznego charakteru unijnych instytucji, braku spójnej strategii prowadzenia polityki zagranicznej, niewłaściwego finansowania i wreszcie braku zrozumienia mechanizmów rządzących dyplomacją.

Lynch swoją diagnozę zakończył zaleceniami dla UE. Po pierwsze, powinna ona zaprojektować strategię wspólnej polityki zagranicznej, pomocną przy ocenie wagi poszczególnych wydarzeń na scenie międzynarodowej. Po drugie, powinna powstać specjalna agencja, która będzie koordynowała tę politykę horyzontalnie – nie tylko wśród instytucji Unii, ale także państw członkowskich.

Cristina Gallach polemizowała z przedstawionym punktem widzenia, nie zgadzając się z opinią o małym znaczeniu politycznym podejmowanych przez UE działań. Najlepszy instrument wspólnej polityki zagranicznej stanowiło właśnie działanie, czego przykładem może być Środkowy Wschód. W tym przypadku, każdy z obserwatorów dostrzegał pozytywny wpływ UE wywierany w Gazie czy Indonezji, w której Unia przez lata uważana za partnera handlowego, dzięki działaniom podjętym w Aceh dowiodła, że jest także istotnym podmiotem polityki zagranicznej. Niemniej jednak Gallach przyznała , że Unia wymaga większego zorganizowania i skoordynowania podejmowanych przez swoje instytucje działań zagranicznych. Zwróciła również uwagę, że nikt nie potrafi krzywdzić siebie z takim zaangażowaniem jak właśnie Europejczycy, więc ocena nie powinna być zbyt surowa.

Graham Avery również przestrzegł przed zbyt krytycznym nastawieniem. Uznał, że na wspólną politykę zagraniczną należy raczej patrzeć jak na szansę dla Unii. W zgodzie z Lynchem stwierdził, że nadszedł czas, aby wykazać się ambicją, ale jednocześnie odrzucił pomysł zbudowania odpowiedniej agencji do spraw wspólnej polityki zagranicznej. Zgodne współdziałanie musi być zagwarantowane w obrębie instytucji UE, a przede wszystkim w samych państwach członkowskich. Avery podkreślił także, że wspólna dyplomacja nie powinna skupiać się na centralizowaniu, ale zwiększeniu synergii funkcjonalnej różnych zasobów UE.

Kalypso Nicolaidis postawiła pytanie, czy kreowania wspólnej polityki zagranicznej nie powinno się rozpocząć od zdobycia serc i umysłów obywateli UE, bowiem "dyplomacja zaczyna się w domu". To twierdzenie wydaje się szczególnie aktualne w kontekście porażki referendum konstytucyjnego. Stwierdziła, że jasno i wyraźnie należy zdefiniować zasadniczy problem, który polega na braku umiejętności opowiedzenia historii o tym, kim właściwie jesteśmy. Wszystkie państwa UE powinny śpiewać unijny hymn jednym głosem, co ze względu na specyficzny charakter tej organizacji urasta do ogromnego wyzwania. Unia wymaga bowiem ciągłych konsultacji i uzgadniania konsensusu zróżnicowanych z założenia interesów. Prelegentka zwróciła również uwagę na związek pomiędzy wspólną dyplomacją a przesłaniem, które miałaby przek azywać. Unia ma niezmiernie ciekawą historię do opowiedzenia, ale do tej pory nie umiała wyartykułować jej w wystarczającym stopniu.

Europa na światowej scenie politycznej powinna stać się autorem zachowań modelowych. Niemniej jednak musi ona wsłuchiwać się w głos reszty świata i wyciągać wnioski z działań podejmowanych przez innych. UE powinna strzec się eurocentryzmu i kategoryzowania wartości relacji z innymi państwami biorąc pod uwagę jedynie ich odległość od Brukseli. Wyzwaniem, z którym powinna zmierzyć się Europa jest dopasowanie deklaracji skierowanych na zewnątrz z wewnętrznymi działaniami. Droga do aktywnej roli aktora zagranicznej sceny politycznej prowadzi bowiem poprzez przezwyciężenie wewnętrznych sprzeczności Unii.

Graham Bowley porównał wyzwanie stojące przed dyplomacją UE do pisania powieści. Dobra powieść wymaga konsekwentnej narracji, aby wydobyć z niej przesłanie. Podobnie Unia potrzebuje powieści z konsekwentną narracją i aktorami. Na razie tylko państwa członkowskie dysponują wyrazistymi aktorami, Unia jako taka - nie. Nawiązując do konstytucyjnego "nie" Bowley ostrzegł, aby najpierw uporządkować wewnętrzne sprawy i dopiero wtedy myśleć nad działaniami skierowanymi na zewnątrz. Przekonywał do swojego stanowiska argumentem, że techniki użyte do zaangażowania swoich obywateli w sprawy unijne mogą być równie skutecznie zastosowane wobec obywateli spoza Unii. Tę metodę wykorzystały między innymi Stany Zjednoczone, które posługują się retoryką demokratyczną zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz swojego państwa. Pierwotnie UE używała narra cji opartej na postwojennym porządku, ale z czasem owo przesłanie wypłowiało ustępując miejsca obrazowi skłóconej Europy. Bowley zaproponował, aby nowa narracja odwoływała się do Unii jako systemu, który z powodzeniem może sprostać wyzwaniom kreowanym przez globalizację. By napisać zajmującą powieść o losach Europy, Unia będzie potrzebowała prawdziwych bohaterów takich jak Vaclav Havel czy Helmut Kohl.



Aby przeczytać artykuł w j.ang kliknij tutaj

Strona główna
2005-12-05