Unia Europejska nie jest w kryzysie - jest w głębokim kryzysie



Podsumowując przebieg dwudniowego szczytu liderów Unii Europejskiej, Premier Luxemburga Jean-Claude Juncker stwierdził „Nie wierzcie tym którzy mówią, że Unia jest w kryzysie. Jest w głębokim kryzysie”. Z tą konkluzją niełatwo jest dyskutować. Trudniej jeszcze przewidywać, czy kryzys stanowi zagrożenie dla całego procesu integracji europejskiej, czy jest początkiem nowej - zreformowanej Unii Europejskiej.

Głównym zmartwieniem zainteresowanych stron jest obecnie upewnienie się, że porażka szczytu UE nie pociągnie za sobą dalszych spekulacji na temat przyszłości UE jako takiej i jej wspólnej waluty. Najwyższy priorytet przyznany kwestiom długoterminowej reformy ekonomicznej, podczas tego szczytu może wpływać jednak korzystnie na kondycję Euro. Rozbieżność racji i zjadliwość uwag ferowanych podczas obrad podkreśla jeszcze fakt, że Unia znalazła się w historycznym punkcie zwrotnym. Za rok lub dwa będziemy mogli przewidywać z większą pewnością, czy jest to zwrot ku rozwojowi czy regresji.

Nie można przeceniać także roli porażki Rady Europy. Nikt nie mógł zrobić więcej w celu wynegocjowania kompromisowego rozwiązania niż pan Juncker - weteran wielu podobnych negocjacji. Nie krył on swoich emocji gdy - w ostatniej próbie ratowania szczytu (by zrekompensować żądania Wielkiej Brytanii dotyczące zwrotów nadpłat oraz wezwanie do obcięcia lub przynajmniej zamrożenia zwrotów wymaganych przez większość krajów członkowskich) dziesięć nowych państw członkowskich zgodziło się na rezygnację z części wcześniej obiecanych im wypłat.

Rada Europy nie osiągnęła także kompromisu w sprawie Traktatu Konstytucyjnego i dalszego postępowania w kontekście jego odrzucenia we Francji i Holandii. Zasadniczo, decyzję w sprawie jego ratyfikacji pozostawiono wolnej woli rządów krajów członkowskich. Irlandia, Portugalia i Dania sugerowały porzucenie procesu, ale min. Polska, Estonia i Malta chcą kontynuować jego przebieg. Podstawowym zadaniem szczytu, który odbędzie się w pierwszej połowie następnego roku, będzie wyznaczenie dalszych działań podejmowanych w sprawie Traktatu.

Wydaje się, że następna możliwość rewizji systemu rządów Unii nadarzy się dopiero w drugiej połowie 2007 - po wyborach w Niemczech i Włoszech oraz Francuskich wyborach prezydenckich. W międzyczasie, toczyć powinna się debata dotycząca koncepcji rządów w UE 27 państw (po tym jak Bułgaria i Rumunia wkroczą do UE w 2007). Proponuje się debatę w dwóch odrębych nurtach. Pierwszy - dotyczący europejskiego systemu socjalnego i ekonomicznego i drugi - skoncentrowany na wzmocnieniu efektywności i demokratycznej odpowiedzialności instytucji UE.

Część polityków przewiduje przyjęcie bardzo ograniczonego Traktatu - obejmującego jedynie kwestie związane z rządami i demokracją w UE - który ma być zaproponowany w końcu 2007. Część aktualnych zapisów traktatowych może zostać skorygowana - z korzyścią dla siły Parlamentów Narodowych i Parlamentu Europejskiego (kontrola „obligatoryjnych” jak i „nieobligatoryjnych” wydatków). Wydaje się ponadto, że istnieje szerokie poparcie społeczne dla powołania wybieranego w wyborach bezpośrednich Przewodniczącego Komisji. Wszystkie te zmiany, mają zaprzeczyć głosom euro-sceptycznych i populistycznych polityków - podkreślających elitystyczną i technoktratyczną naturę UE.

Optymiści twierdzą, że ratyfikacja poprawionego Traktatu jest możliwa jeszcze w 2008, co pozwoli na jego wejście w życie w 2009. Inni uważają, że takie decyzje mogą czekać na realizację nawet 10 lat. Nie określoną jest wciąż jednak forma jaką przybierze ten dokument.

Nie ma także jasności i zgody co do tego jakie pozatraktatowe kroki powinny zostać przedsięwziętymi w celu wzmocnienia działań Unii. Jedną z możliwości jest stworzenie europejskiej służby dyplomatycznej, co można zrealizować za pomocą międzyinstytucjonalnego porozumienia.


Pojawia się także obawa dotycząca paraliżu funkcjonalnego Unii Europejskiej na światowej arenie politycznej. W Waszyngtonie, głosy są podzielone między tych, którzy chcą widzieć bardziej zjednoczoną UE i tych, którzy otwarcie świętują jej porażkę. W Moskwie i Pekinie, to ewidentne osłabienie Unii Europejskiej z pewnością uwzględnione zostanie w strategiach międzynarodowych i wpłynie na jakość działań politycznych. Część państw boi się natomiast realnego osłabienia wpływów ważnego gracza w dążeniu do realizacji praworządnego systemu globalnych rządów.



Aby przeczytać cały artykuł (w j.ang) kliknij tutaj

Strona główna
2005-06-30